Kresy – Rocznica ludobójstwa na Wołyniu – Krzysztof Kaszuba

W mijającym tygodniu w kilku miastach w Polsce, m.in. w Chełmie (gdzie odsłonięto pomnik Krzyża Wołyńskiego), Zielonej Górze i Lublinie a także w Łucku na Ukrainie, odbyły się uroczystości upamiętniającej ofiary „krwawej niedzieli” – 11 lipca 1943 roku, będącej kulminacją rzezi wołyńskiej. Przed 66 laty, oddziały UPA (Ukraińska Armia Powstańcza) dokonały skoordynowanego ataku w trzech powiatach: kowelskim, horochowskim i włodzimierskim pod hasłem: „Śmierć Lachom”. O świcie oddziały UPA otoczyły i zaatakowały blisko 100 uśpionych wsi i osad polskich jednocześnie. Rzeź rozpoczęła się około godziny 3 rano atakiem na polską wieś Gurów, w której z 480 mieszkańców ocalało tylko 70 osób. Tego samego dnia 20-osobowa grupa nacjonalistów ukraińskich weszła w czasie mszy świętej do kościoła w Porycku, gdzie w ciągu 30 minut zabito około 100 ludzi, wśród których były dzieci, kobiety i starcy.

Akcja antypolska zorganizowana przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu trwała nieprzerwanie od lutego 1943 do lutego 1944 r. Dyrektywy wydane przez OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) w 1943 r. szczegółowo określały zakres działania. Mówiły m.in., w jaki sposób należy mordować Polaków i jak wyplenić wszelkie przejawy polskości. Z jednej z nich dowiadujemy się, że leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi. W rozkazie wydanym przez UON czytamy z kolei szczegółową instrukcję działania: „zniszczyć wszystkie ściany kościołów i innych polskich budynków kultowych; zniszczyć drzewa przy zabudowaniach tak, aby nie pozostały nawet ślady, że tam kiedykolwiek ktoś żył, ale nie niszczyć drzew owocowych przy drogach; do 21 XI 1944 roku zniszczyć wszystkie polskie chaty, w których poprzednio mieszkali Polacy (…). Zwraca się uwagę raz jeszcze na to, że jeżeli cokolwiek polskiego pozostanie, to Polacy będą mieli pretensje do naszych ziem”. Ginęli nie tylko mężczyźni. Ze szczególnym okrucieństwem Ukraińcy gwałcili i mordowali kobiety, starców i dzieci.

Dużą rolę w podżeganiu do zbrodni odegrał kler greckokatolicki. Księża greckokatoliccy, którzy odmawiali nawoływania do zbrodni byli także mordowani. Najwięcej mordów, dokonanych w lecie 1943 roku, odbywało się w niedziele. Ukraińcy wykorzystywali fakt, że ludność polska gromadziła się podczas mszy w kościołach, więc często kościoły były otaczane, a wierni przed śmiercią częstokroć byli torturowani w okrutny sposób (np. przecinanie ludzi na pół piłą do drewna, wyłupywanie oczu, palenie żywcem).

Ofiarami mordów, padali głównie Polacy, w mniejszej skali Rosjanie, Ukraińcy, Żydzi, Ormianie, Czesi i przedstawiciele innych narodowości zamieszkujących Wołyń. Bardzo trudno dziś określić dokładnie liczbę pomordowanych Polaków. Jest to często wynikiem faktu, że niektóre miejscowości zostały zrównane z ziemią, a ich mieszkańcy wymordowani do ostatniego człowieka. Ostrożne szacunki poparte materiałem dowodowym, w postaci relacji tych, którzy przeżyli, pozwalają określić straty polskie na Wołyniu na ok. 60 tys. pomordowanych.

Ofiar na Kresach było jednak znacznie więcej. Historycy podają liczby od 150 do 200 tysięcy pomordowanych. Zasięg czystki etnicznej objął ok. 1700 kresowych miejscowości. W 1944 bandy UPA przeniosły ciężar swych działań na Ziemię Lwowską i Podole, liczniej niż Wołyń zamieszkałe przez Polaków. 

Strona ukraińska ocenia swoje straty na 10-12, a nawet 20 tys. ofiar, przy czym część z nich zginęła z rąk UPA za pomoc udzielaną Polakom lub odmowę przyłączenia się do oprawców.
Ksiądz Isakowicz-Zaleski, autor książki „Przemilczane ludobójstwo na Kresach”, uważa, że historia mordu w Wołyniu została zapomniana. Jego zdaniem, do tamtych wydarzeń nie chcą wracać ani polski, ani ukraiński rząd.

Uczestnicy uroczystości w Chełmie i Lublinie po raz kolejny zwrócili się z apelem do władz RP o pomoc w upamiętnieniu miejsc śmierci Polaków na Wołyniu i Podolu. Podkreślali, że nie pragną zemsty i rozliczeń. Chcą tylko na mogiłach bestialsko pomordowanych postawić krzyże i tablice z nazwiskami. Na Ukrainie są nieliczne miejsca pochówku ofiar tragedii sprzed ponad 6o lat. Większość masowych grobów jest zaniedbana. Kresowianie liczą, że kiedyś takie krzyże jak ten odsłonięty w sobotę w Chełmie staną też po drugiej stronie Bugu.

Prezydent i premier RP już tradycyjnie nie znaleźli w sobie odwagi i honoru by godnie uczcić pamięć ofiar ludobójstwa na Kresach. A polskojęzyczna gazeta z Warszawy stwierdziła, że kresowiacy i ksiądz Isakowicz-Zaleski to indywidua gorsze od propagatorki faszystowskiej wersji historii XX wieku E.Steinbach.

Źródło: PAP, WWW.niezależna.pl, Isakowicz-Zaleski, Przemilczane ludobójstwo na Kresach.

Rzeszów, lipiec 2009 r.

tablica

Symboliczna płyta z nazwiskami pomordowanych w lipcu 1941 POLSKICH PROFESORÓW we Lwowie. Stan w maju 2009.